bunny-gal:

i almost forgot who i was but i dug a hole and smelt the dirt and now i am okay

Title: Sun Is On My Side
Artist: Gogol Bordello
Played: 341 times

gogol bordello / sun is on my side


08-27 / 5:35 / 47 notek / rainbower

a może chcesz być białym niedźwiedziem
białe niedźwiedzie mlaszczą po obiedzie
wycierają wąsy w palce
w palce u nóg
drażniąc wargi zgiętym paznokciem

uśmiechają się do siebie mądrze 
uśmiechem dotykają ciała brzóz 
czochrają futra o zgięte białe 
brzóz łokcie

bałwochwalczo skupione
na czterech kolanach
zasypiają
mrucząc
o jednej takiej miłości
która krąży
ostrożnie
w srebrnych kłakach chrapiącego futra

08-26 / 20:29

peira:

Gerardo Dottori:  Burning City (1926)

08-26 / 20:29 / 145 notek / peira

juliette oberndorfer

08-24 / 10:18 / 2 notki / tricetesse

I teraz leżeli oto: jedna kupa mięsa i dwa duchy na przeciwległych krańcach Mlecznej Drogi, złączone straszliwą, bezmyślną, wielką miłością

08-23 / 17:20 / 8 notek / fasolki

coroebus:

Illustration by Pavel Orinyansky to Mikhail Bulgakov’s The Master and Margarita.

08-22 / 7:14 / 79 notek / coroebus

debowydziad:

Despite the technological advances that we use every day to bring each other closer together, there are still some that choose to leave everything behind and live in total solitude. In his photo series ‘Escape,’ Russian photographer Danila Tkachenko traveled through Russia and Ukraine  in search of hermits living in self-imposed exile, far away from any city or village.

Tkachenko’s work raises questions about what identity truly means when we are forced to live how society tells us to: “School, work, family – once in this cycle, you are a prisoner of your own position. You should be pragmatic and strong, or become an outcast or a lunatic. How to remain yourself in the midst of this?”

kinda want to fuck
ing die

Śmierć młodego wieloryba

Konie morskie o zadach tłustych i oczach ironicznych, konie, odziane w kapy pomarańczowe, ciągną karawan - czarną cukiernicę, roniąc po drodze domowe pantofle z dużą perłą zamszową, naszytą na ciemne tło. Wiozą go aleją wąwozów wśród szelestu bezmiernej wody przeciekającej kropla po kropli, wśród niezliczonych nieskończoności gwiaździsto-piaszczystych, piaszczysto-gwiaździstych, piaszczystych. Słonce wiąże powietrze w małe kokardki. Motyle pilnują go, aby nie uleciał. Sznury kwiatów trzymają, aby nie wypłynął z zatoki żałobnego wozu. Pasikoniki morza - chitynowe, ale wyczulone na problem istnienia, płaczą: co to komu szkodziło, że kpił dobrodusznie z okrętów, lubił głos trąby powietrznej i miał pełne pudełko topielców, którymi bawił się jak żołnierzami z ołowiu. Co to komu szkodziło? Wiozą go przez ogromne polany zalane cytrynowym światłem, przez płaskie przestrzenie, z których uchodzi sycząc biały tlen jak nie domknięty widok. Teraz dopiero przychodzą dzwony. Montują na wysokościach wielkie krosna. Tkają cienisty pokrowiec na cały kondukt, ciało zmarłego, a nawet kawałek żalu. Rzucą na ten pokrowiec początek poematu : O różowa góro słodkiego mięsa - żegnaj, O melonie przedwcześnie zerwany ze szklanej gałęzi oceanów
08-21 / 15:44 / 1 notka

edvard munch / towards the forest II / woodcut

08-21 / 15:44 / 10 notek
AK